Marcin i Angelika Klis to Polacy, którzy zginęli w Manchestrze.

     To już pewne. W ataku terrorystycznym w Menchesterze życie straciło dwoje młodych Polaków, rodziców, którzy osierocili dwie córki. Para przyjechała pod salę koncertową, by odebrać swoje dzieci – Alex i Patricię.





         Małżeństwo mieszkało w Yorku, mieście położonym około 100 km od Manchesteru. Na koncert wybrały się ich córki. Para przyjechała, by je odebrać. Niestety, potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Dwoje Polaków straciło życie – potwierdził szef MSZ Witold Waszczykowski.


         "Dwie dziewczynki, jedna jest już dorosła, druga nastolatka, uczestniczyły w koncercie. Rodzice przyjechali po koncercie odebrać swoje córki, no i niestety dzisiaj rano doszła do nas wiadomość, że nie przeżyli tego wybuchu" - mówił Waszczykowski w RMF FM.


         Dopytywany, czy dzieci, które uczestniczyły w koncercie są obecnie bezpieczne odpowiedział, że tak. "Są pod kontrolą wszelkich służb, zarówno brytyjskich jak i polskiego konsulatu, jedna z dziewczynek jest jak powiedziałem, nieletnia, więc również jest pod kontrolą służb rodzinnych





         Pan Marcin pracował jako taksówkarz w York Cars Taxi Service. Córka poszukowała swoich rodziców, z którymi nie mogła się skontaktować po koncercie. Dziewczyna zawiadomiła na swojej stronie na Facebooku, że od poniedziałku nie mogą się do nich dodzwonić. Wiedziała, że jej rodzice byli w dniu zamachu w Manchesterze. – „Do wszystkich, którzy są w szpitalu lub innym bezpiecznym miejscu w Manchesterze – jeśli spotkacie moich rodziców proszę, dajcie mi znać” – apelowała we wtorek 23 maja br. Aleksandra pod zdjęciem ojca i matki.


         Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie…


Zamach w Manchesterze.






Źródło :
|   AD + www.poloniawholandii.com + inf. własna




Komentarze 0

Skomentuj artykuł

Twój email adres nie będzie publikowany! Wymagane pola do wypełnienia są oznaczone*