-letni Polak podejrzewany jest o zabójstwo 54-letniego Holnedra Gerarda van der K., z którym przez kilka dni mieszkał w dzielnicy Amsterdamu Zuidoost. Polak miał wpaść w szał, gdy śpiąc poczuł, że gospodarz mieszkania go dotyka. Kopnął go, a później uderzył butelką. Gdy zorientował się, że jego ofiara nie żyje, podpalił mieszkanie, aby zatrzeć ślady.
Ja, klopt. En toen hij in Polen die straf had uitgezeten, werd hij uitgeleverd aan Nederland omdat hij verdacht wordt van de moord van de 54-jarige Gerard van der K.
— Barbara van Brakel (@barbara_brakel) 17 maja 2018
Deze rechtszaak moet dan toch in Nederland plaatsvinden, lijkt mij?
Ciało Holendra strażacy znaleźli 6 października 2016 roku gasząc pożar w mieszkaniu. Sekcja zwłok wykazała, że 54-latek nie żył już przed wybuchem pożaru. Śledczy ustalili też, że ogień pojawił się jednocześnie w dwóch miejscach mieszkania.
Wielu mieszkańców spalonego budynku, prze wiele tygodni nie mogło powrócić do swoich lokali.
Śledztwo wykazało, że Holender prowadził samotne życie, a Polakowi udzielił gościny na kilka dni przed śmiercią.
Polaka odnaleziono w więzieniu
Kiedy ustalono tożsamość Polaka rozpoczęto jego poszukiwania. Na początku 2017 r. okazało się, że podejrzewany jest w Polsce w więzieniu, gdzie odsiaduje kilkumiesięczny wyrok. Został przesłuchany jeszcze w więzieniu, złożył obszerne wyjaśnienia i przyznał się do winy. Gdy odbył karę w grudniu 2017 r. ekstradowano go (wydano) do Holandii.
W czwartek prokurator zażądała dla 29-letniego Polaka 16 lat więzienia.
- Śmierć tego człowieka była bardzo głębokim doświadczeniem dla jego krewnych, w szczególności dla brata i jego matki, która pod koniec życia musiała doświadczyć utraty dziecka - powiedziała prokurator. Zwróciła również uwagę, że śmierć spokojnego sąsiada była "szokującym doświadczeniem dla mieszkańców dzielnicy".
