Wypadek metra ,który miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku spowodował straty na 1 milion euro.

M

etro biegnące z wiaduktu do stacji metra De Akkers w Spijkenisse w listopadzie ubiegłego roku miało zbyt dużą prędkość. Tak stwierdza raport śledczych po zakończonym śledztwie. Prędkość dozwolona na tzw. bocznicy, na której odbywają się manewry, wynosi max. 15 km/h.


Ze względu na okoliczności kierowca powinien zwolnić. Pusty pojazd przebił barierę i cudem zawisł na grafice Whale Tails. Spowodowało to stratę 1 miliona euro. Stało się to światową wiadomością 2 listopada 2020 r.; W nocy pociąg metra na stacji De Akkers w Spijkenisse zatrzymał się na Walvisstaarten, dziele sztuki, które oznaczało koniec bocznicy.


W poniedziałek śledztwo przeprowadzone przez RET pokazuje co dokładnie poszło nie tak. Kierowca metra mógł jechać na swoje miejsce parkingowe z prędkością 70 km/h. „Ta prędkość nie jest odpowiednia dla bocznicy” – twierdzą naukowcy. Nie wiadomo dlaczego w tym miejscu - tor 1 był jedynym torem, na którym było to możliwe - tak szybko można było jechać podczas manewrów. Nie odnaleziono dokumentacji budowy toru metra w 1985 roku.


Trasa była śliska tej nocy z powodu ulewnych deszczy. Ponadto rampa metra nie miała hamulców szynowych, co lepiej odpowiadałoby ówczesnym warunkom. System bezpieczeństwa również był niewystarczający. Na torze 1, na którym zdarzył się wypadek, brakuje dodatkowego zderzaka awaryjnego do zatrzymania pociągu metra.


Znajdujący się tam zderzak mógł wytrzymać uderzenie z prędkością do 15 km/h. Tej nocy metro jechało z prędkością 45 km/h i z łatwością przebijało się przez blok. Kierowca nie zareagował natychmiast.


Zareagowałby dopiero pięć sekund po sygnale, że ochrona metra zaczęła hamować. „Dlaczego to jest niewiadome” – piszą naukowcy. Twierdzą również, że spóźniłby się również, gdyby był pięć sekund wcześniej.


Mężczyzna siedział z przodu kabiny, która ostatecznie ugrzęzła i zatrzymała się na ogonach wielorybów.


Dick van Sluis, który kierował śledztwem RET, mówi, że ta sytuacja była dla mężczyzny straszna. Śledczy rozmawiali z nim trzy razy. Kierowca współpracował w pełni. Wymiar sprawiedliwości również nie widzi już mężczyzny jako podejrzanego i umorzył śledztwo karne.




Poczytaj również :







Komentarze 0

Skomentuj artykuł

Twój email adres nie będzie publikowany! Wymagane pola do wypełnienia są oznaczone*

Musisz byc zalogowany żeby dodać komentarz

Zaloguj się